niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 4

-Czemu Loueh? Dlaczego? - te słowa odbijały się wewnątrz mojej głowy. Co mam mu niby powiedzieć? Prawdę? Boję się, że nie zrozumie. Zignorować pytanie? Będzie drążył. Kazać mu wyjść? Nie! Zależy mi na nim.
-Harry, ja... mój....
-Nie bój się. Powiedz mi. - złapał moją dłoń.
-Mój ojciec... on... pił... za dużo... bił mnie i mamę... ona mnie broniła i przez to... - zachłysnąłem się łzami, które w trakcie zaczęły wypływać z moich oczu. - ... on ją... - dalej nie byłem w stanie mówić. Najgorsze wspomnienia powróciły. Podkuliłem nogi i poddałem się łzom.
-LouLou, już dobrze - przytulił mnie czule - przepraszam, nie powinienem był cię zmuszać. - pocałował mnie w czoło. Spojrzałem na niego zaszklonymi oczyma. Dokończę. Niech zna o mnie prawdę.
-Pewnego dnia był tak pijany, że zabił ją... Na moich oczach zabił ją nożem, który leżał na blacie. - załkałem - a potem chciał zabić mnie... potknął się i nadział na nóż. Wybiegłem z domu i przenocowałem na dworze. - skuliłem się na tą myśl - Wyobraź sobie dwunastoletniego chłopca śpiącego zimą na dworze...
-Jezu, Loueh... przepraszam. Ja...
-Nie przepraszaj. Cieszę się, że mam się komu zwierzyć. Więc kontynuując, następnego ranka znalazła mnie nasza sąsiadka. Pytała co się stało ale milczałem. Wzięła mnie do siebie a potem poszła do mojego mieszkania. Wróciła z policją. Musiałem wszystko opowiedzieć. Potem zaopiekowała się mną ale rok temu odeszła. W tedy zacząłem brać. Nie mogę się pogodzić z tym, że nie mam już nikogo.
-Wyciągnę cię z tego. - przytulił mnie mocniej. Resztę wieczoru spędziliśmy w kompletnej ciszy. Nie wiem kiedy usnąłem.
***
   Obudziłem się we własnym łóżku. Chciałem wstać ale uniemożliwiły mi to silne ramiona oplatające mnie w talii.Z pozycji leżącej rozejrzałem się po pokoju który, ku mojemu zdziwieniu, był czysty. Z tego co pamiętam zostawiłem tu syf, kiedy szukałem heroiny. Mniejsza z tym. Leżałem nieruchomo, nie chcąc obudzić Harrego. Po jakiejś godzinie poruszył się i usłyszałem chyba najseksowniejszą poranną chrypkę jaka mogłaby być.
-Już nie śpisz, Lou? - spytał. Uśmiechnąłem się do niego.
-Nie. Ty tu posprzątałeś?
-Trochę. Bałaganiarz z ciebie. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Harry przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i złączył nasze usta w delikatnym i uroczym pocałunku. Zdziwiło mnie to nieco. Chociaż w sumie... Nie, nie zdziwiło tylko ucieszyło. Cholernie ucieszyło mnie to, że osoba na której mi zależy nie boi się okazać mi uczuć. Leżeliśmy tak w ciszy, wpatrując się w siebie. Czas jakby przestał istnieć.
   I nagle cały czar prysł przez mój pieprzony telefon. Spojrzałem na Harrego.
-No odbierz - zaśmiał się - może to coś ważnego.
-Dla mnie nie ma nic ważniejszego od ciebie. - stwierdziłem wstając z łóżka i odbierając połączenie. Kiedy w słuchawce odezwała się baba z ofertą przeniesienia numeru do ich sieci, podziękowałem i grzecznie poprosiłem, aby się ode mnie odpierdolili. Odłożyłem telefon i podszedłem do Harrego, który ścielił łóżko. Ten człowiek nie wytrzyma bez idealnego porządku.
-Co ty tak sprzątasz? - zaśmiałem się.
-Lubię porządek. Ty też mógłbyś czasami posprzątać.
-Po co? Mam ciebie! - zażartowałem.
-No wiesz ty co! - udawał obrażonego.
-Oj nie gniewaj się. - podszedłem do niego i  pocałowałem w policzek.
-Nie potrafię na ciebie. - przytulił mnie. - Która godzina?
Spojrzałem na zegar.
-8:30 a co?
-Cholera! Za pół godziny muszę być w pracy!
-Spokojnie. Zdążysz. Gdzie ty właściwie pracujesz?
-Nieważne. - powiedział jakby bał się mojej reakcji. - Widzimy się w poniedziałek. - krzyknął zakładając buty.
-Do zobaczenia. - przytuliłem go na pożegnanie.
Cały dzień myślałem dlaczego Harry nie chciał mi powiedzieć gdzie pracuje. Nie wiem czemu ale martwiłem się o niego.
_____________________________________________________

Hej miśki! Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Nie miałam weny :/ Rozdział zapewne wyszedł dość słabo za co również przepraszam. Oceńcie sami :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz