niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 3

-Louis, co ty tu robisz?
-Przechodziłem tędy. To była twoja dziewczyna? - nie odpowiedział. - Przepraszam. Przepraszam też za powiedzenie ci, że mi się podobasz. Ale to prawda.
-Nie przepraszaj. Ty też mi się podobasz ale boję się.
-Czego się boisz?
-Boję się, że to tylko twoja zabawa, że pobawisz się mną i zostawisz.
-Nie. Nie zostawię cię bo.... bo cię chyba kocham... - nie odpowiedział. Wtulił się we mnie i staliśmy tak dłuższy czas. Spojrzałem mu w oczy. Były takie piękne. Zatraciłem się w szmaragdowej zieleni jego tęczówek. Stanąłem na  palcach i pocałowałem go delikatnie w usta. Uśmiechnął się do mnie.
-Może przyjdziesz do mnie dzisiaj? - zaproponowałem.
-Kolacja ze śniadaniem? - uśmiechnął się ukazując śliczne dołeczki.
-Pewnie! - wybuchnęliśmy śmiechem.
***
   Weszliśmy do mojego mieszkania. Zaczynałem czuć pierwsze oznaki głodu. Powinienem mieć jeszcze jedną działkę w szufladzie w sypialni.
-Poczekasz chwilę? Zaraz wrócę. - nie czekając na odpowiedź pobiegłem do sypialni. Otworzyłem szufladę i wysypałem całą jej zawartość. "Kurwa! Nie ma." Muszę zadzwonić do Bill'a. Wyjąłem telefon i szybko napisałem: Stary, błagam przywieź mi działkę. Mam gościa i sam nie mogę.
Wróciłem do Harrego. Siedział na kanapie i bawił się telefonem. Moje ręce zaczynały lekko drżeć. "Nie panikuj Tomlinson! Bill cię nie wystawi. Musisz być silny." Harry nie może się dowiedzieć, że biorę. Znienawidziłby mnie. Podszedłem do niego i przytuliłem od tyłu. Znieruchomiał na ten gest ale po chwili się rozluźnił.
-Co robisz? - spytałem zaciągając się jego zapachem.
-Czekałem na ciebie. - mogę się założyć, że się uśmiechnął - Gdzieś ty tak długo był?
-Musiałem coś... znaleźć. - błagam nie drąż tematu.
-Lou...
-Tak?
-Ręce ci drżą. Bardzo. - spojrzał na mnie podejrzliwie. Zabrałem szybko dłonie z jego klatki piersiowej i usiadłem obok niego.
-Wydaje ci się. - zaprotestowałem. Dzwonek do drzwi! Bill ratujesz mi życie brachu! Wstałem i gestem ręki pokazałem Harry'emu żeby został. Otworzyłem i zobaczyłem niezbyt zadowolonego Billa.
-Dzięki, stary. - powiedziałem wręczając mu pieniądze.
-Nie rób więcej takich akcji, bo przez ciebie musiałem odpuścić sobie postój pod szkołą. A dobrze wiesz jak dobre są tam obroty...
-Przepraszam. Jeszcze raz dzięki.
-Trzymaj się.
Wszedłem z powrotem do domu i poszedłem do łazienki. Wyjąłem wszystko co było mi potrzebne i załadowałem sobie działkę. Wróciłem do Hazzy.
-Kto to był?
-Znajomy. Nie przejmuj się.
-Za każdym razem kiedy do ciebie przychodzę znikasz na chwilę i wracasz bardziej zrelaksowany. To dziwne. Na pewno wszystko w porządku? - usiadłem na jego kolanach tak, że moje nogi były po obu stronach jego nóg.
-O mnie się nie martw. - pocałowałem go delikatnie. Złapał mnie w biodrach i wpił się w moje wargi.
Obrócił nas tak, że ja leżałem na kanapie a on zawisł nade mną.
-Będę się martwił o kogoś, kogo kocham. - powiedział i znów mnie pocałował.
-Też cię kocham, Hazz.
-Powiedz mi prawdę, Louie. Co się dzieje?
-Na prawdę nic. - podniosłem rękę i przeczesałem jego włosy. To był błąd. Rękaw bluzy podwinął się ukazując liczne ślady po igłach i cięcia. Chciałem je szybko zakryć, ale Harry przytrzymał moją rękę.
-Louis, co to jest? - spytał surowo.
-N...Nic takiego.
-Jak to do cholery nic takiego?! - teraz już siedział naprzeciw mnie. - Czy ty bierzesz narkotyki?! - spojrzał na ramię jeszcze raz - dlaczego się tniesz? - jego oczy zrobiły się szkliste. Wciąż był jednak zły.
-Harry, proszę...
-Odpowiedz.
-Tak. Biorę. - jego wzrok lekko złagodniał.
-Czemu Loueh? Dlaczego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz