poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 2

   Przesiedziałem w szkole jeszcze dwie lekcje. Znudziło mi się, więc poszedłem do domu. Skoro Harry ma przyjść można by tu zgarnąć...
***
   Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je. Stanął przede mną Hazz. Wyglądał... Pociągająco.
-H... Hej...
-Hej, Hazz. Wejdź. - zrobił tak jak powiedziałem. Skierowaliśmy się w stronę kuchni. - Chcesz coś pić? Jest tylko sok pomarańczowy...
-J...jasne.
-Nie musisz się mnie bać. - postawiłem szklankę z napojem na stole. - Poczekaj chwilę. Zaraz wrócę. - Bo kurwa zaczynam być na głodzie. Zamknąłem się w łazience, przygotowałem wszystko co było mi potrzebne i załadowałem sobie dawkę heroiny. Od pół roku biorę herę. Wyszedłem z pomieszczenia i wróciłem do kuchni. 
-Ok. To mamy się uczyć tak?
-Ummm... No tak.
-Ok...
***
-Rozumiesz już?
-Powiedzmy. Może zagramy w 10 pytań?
-Yyy... Skoro chcesz.
-Pozwolę ci zacząć.
-Jaka kategoria?
-Rodzina, miłość i te pierdoły. - na słowo "miłość" loczek lekko się zaczerwienił i poruszył niespokojnie.
-Czemu nie zdałeś?
-Po prostu się nie uczyłem. Nic wielkiego. Masz rodzeństwo?
-Siostrę, Gemmę. Masz dziewczynę? - kurwa. Spiąłem się na to pytanie. 
-Nie mam i nie będę miał. Uprawiałeś kiedyś seks? - jego oczy zaiskrzyły się, po czym lekko się zarumienił.
-Um... Nie. Chciałbyś mieć dzieci w przyszłości?
-Dobre pytanie. Nie wiem. Może kiedyś... A ty?
-Chciałbym mieć córkę. Nazwałbym ją Darcy. Bierzesz narkotyki? - spojrzał mi w oczy a potem na moje ramiona.
-Tak... - przyznałem cicho. - Jakiej jesteś orientacji seksualnej? - na to pytanie znieruchomiał. Czy on się bał?
-J...j...j...jestem gejem. - ostatnie słowo powiedział prawie bezgłośnie. 
-Ja też, Harreh. - wyszeptałem. - I wiesz co? - spojrzał na mnie badawczo. Czekał na odpowiedź jak na wyrok śmierci. - Podobasz mi się. 
-J...j...j...ja? 
-Tak Harry, ty.
-J...j...ja już chyba pójdę. - kurwa. Zjebałem.
-Jak chcesz. Do jutra.
*2 dni później*
   Od dwóch dni Harry nie pojawił się w szkole. Boję się o  niego. Po raz pierwszy od bardzo dawna martwię się o kogokolwiem. Zjebałem sprawę. Od dwóch dni jestem w szkole na wszystkich lekcjach tylko dlatego, że mam nadzieję na jego pojawienie się. Ostatni dzwonek. Wziąłem swoją torbę i wyszedłem z sali. Skierowałem się do wyjścia ze szkoły.
-Pójdę do parku. I tak nie mam co robić. - powiedziałem sam do siebie i tak też zrobiłem. 
Rozglądałem się dookoła siebie. Głód mnie jeszcze nie brał więc miałem trochę czasu. Gdzieś za rogiem mignęła mi burza loków. Przyspieszyłem i poszedłem w tamtą stronę. Jest. Stoi tam i gada z jakąś dziewczyną. Oby to była tylko jego koleżanka. Czy ja jestem zazdrosny? Podszedłem bliżej aby słyszeć o czym rozmawia z dziewczyną. 
-Karoline, ja wiem ale mówiłem ci wiele razy. Nie będę z tobą na prawdę. Nie jestem hetero i nie "nawrócisz" mnie.
-Ale Harry! Tyle razy mówiłeś, że jestem wspaniałą dziewczyną i... - przerwał jej gestem ręki.
-I, że byłabyś świetną dziewczyną (w sensie związku) ale nie dla mnie. A poza tym ja... Zakochałem się. - serce zabiło mi szybciej. Błagam niech on mówi o mnie.
-Jesteś obrzydliwą świnią! Spierdalaj! Nie chcę cię więcej widzieć. - po tych słowach uciekła. Zbladłem. Obrócił się w moją stronę. Podszedł bliżej.
-Louis? Co ty tu robisz?

Rozdział 1

-Ja pierdolę! - krzyknąłem słysząc budzik. Jebane liceum... Powtarzany ostatni rok w tej samej pierdolonej szkole... Zwlokłem się z łóżka i powlokłem swoje ciało do łazienki. Szybko się ogarnąłem i spojrzałem na zegar.
-Cholera. - jeśli za chwilę nie wyjdę nie zdążę odebrać działki od Billa i nie będę miał niczego "w zapasie" w razie głodu...
***
-Bill! - wydarłem się w ostatniej chwili. - Masz coś dla mnie?
-Jasne, stary. Trzymaj. - podał mi paczuszkę z białym proszkiem. - Masz sprzęt czy potrzebujesz? 
-Mam.
-Ok. To ja idę.
-Pa.
***
Wszedłem do kibla zamknąłem się w jednej z tych syfiastych kabin i załadowałem sobie działkę. "W ostatniej chwili" pomyślałem. Już zaczynały trząść mi się ręce. Wyszedłem pomieszczenia i poszedłem do sali.
-O! Pan Tomlinson raczył przyjść na lekcje. - zaskrzeczała baba od biologii. 
-Panią też miło widzieć. 
-Siadaj i nie przeszkadzaj...
Rozejrzałem się po sali. Wolne miejsce było obok wytapetowanej brunetki, która kiedy zauważyła, że na nią patrzę jeszcze bardziej pokazała światłu dziennemu swoje piersi. Oprócz miejsca obok niej, gdzie stanowczo nie chciałem usiąść, było jeszcze jedno obok Harrego. Chłopak z burzą loków o szmaragdowych oczach, bardzo pociągający jak na mój gust. Skierowałem się w jego stronę przy okazji zrzucając książki z ławki klasowego kujona, Marcela. Zająłem miejsce obok lokowatego. Zaśmiałem się w duchu, kiedy odsunął się lekko. Wyjąłem z kieszeni scyzoryk i zacząłem drążyć nim w ławce z nudów.
-Nie niszcz ławki... - wyjąkał niepewnie loczek.
-Dlaczego? Zabronisz mi?
-N...nie... Ale proszę, nie rób tego...
-A co będę z tego miał?
-Tomlinson! - wydarła się nauczycielka.
-Co by pani chciała?
-Powtórz co mówiłam albo chociaż jaki mamy temat...
-Kwasy nukleinowe DNA i RNA - szepnął mi loczek. Powtórzyłem to samo dyrze.
-Widzę postępy... Znasz przynajmniej temat...
***
   Wreszcie dzwonek! Wziąłem swoją torbę i ruszyłem do wyjścia z sali.
-Styles, Tomlinson zostańcie na chwilę.
-Tak? Wie pani trochę się śpieszę... - powiedziałem bez entuzjazmu.
-Na pewno znajdziesz chwilę, mój drogi. Po raz drugi jesteś zagrożony z biologii i pewnie nie tylko. Ciebie Harry chciałam poprosić, żebyś pomógł w miarę możliwości Louisowi.
-Oczywiście proszę pani.
-Mam nadzieję, że to nie problem?
-Nie skądże. - czy on się mnie boi? No oczywiście. Hmmm... to w sumie dobrze. Na razie. Wyszliśmy z sali.
-To widzimy się u mnie o osiemnastej. - wcisnąłem mu karteczkę z adresem i odszedłem.


niedziela, 16 marca 2014

Prolog

   Po raz kolejny to robię... Jestem idiotą. Widzę jak moja miłość cierpi przez mój nałóg. Dlaczego on wciąż jest przy mnie? Przecież może mnie zostawić. Jestem zbyt zepsuty. Nie da się mnie już naprawić. Krzywdzę go żyjąc. On zasługuje na kogoś lepszego. Kocham go i będę kochać zawsze... Nie mogę jednak być z nim. Nie jestem dla niego właściwą osobą...
-Daj sobie pomóc, Lou.
-Mnie nie da się pomóc, Harreh.
-Da się! Będę o ciebie walczył do końca!
-Kocham cię Hazz...
-Ja ciebie też, Louie - przytulił mnie. Tak bardzo chciałem oddać mu tą pieszczotę. Nie! Nie mogę. Muszę odejść.
-Kocham cię. Ale nie mogę być z tobą.
-Dlaczego? Co zrobiłem źle?
-Ty nic. Ja jestem problemem. Krzywdzę cię i nie potrafię przestać.
-Błagam cię Louis! Nie zostawiaj mnie! - to było ostatnie co usłyszałem. Wyszedłem z domu i poszedłem do jedynego bezpiecznego według mnie miejsca. Do dzielnicy narkomanii, dziwek i tym podobnych. Kupiłem od kogoś heroinę i tradycyjnie dałem sobie w żyłę...