poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 1

-Ja pierdolę! - krzyknąłem słysząc budzik. Jebane liceum... Powtarzany ostatni rok w tej samej pierdolonej szkole... Zwlokłem się z łóżka i powlokłem swoje ciało do łazienki. Szybko się ogarnąłem i spojrzałem na zegar.
-Cholera. - jeśli za chwilę nie wyjdę nie zdążę odebrać działki od Billa i nie będę miał niczego "w zapasie" w razie głodu...
***
-Bill! - wydarłem się w ostatniej chwili. - Masz coś dla mnie?
-Jasne, stary. Trzymaj. - podał mi paczuszkę z białym proszkiem. - Masz sprzęt czy potrzebujesz? 
-Mam.
-Ok. To ja idę.
-Pa.
***
Wszedłem do kibla zamknąłem się w jednej z tych syfiastych kabin i załadowałem sobie działkę. "W ostatniej chwili" pomyślałem. Już zaczynały trząść mi się ręce. Wyszedłem pomieszczenia i poszedłem do sali.
-O! Pan Tomlinson raczył przyjść na lekcje. - zaskrzeczała baba od biologii. 
-Panią też miło widzieć. 
-Siadaj i nie przeszkadzaj...
Rozejrzałem się po sali. Wolne miejsce było obok wytapetowanej brunetki, która kiedy zauważyła, że na nią patrzę jeszcze bardziej pokazała światłu dziennemu swoje piersi. Oprócz miejsca obok niej, gdzie stanowczo nie chciałem usiąść, było jeszcze jedno obok Harrego. Chłopak z burzą loków o szmaragdowych oczach, bardzo pociągający jak na mój gust. Skierowałem się w jego stronę przy okazji zrzucając książki z ławki klasowego kujona, Marcela. Zająłem miejsce obok lokowatego. Zaśmiałem się w duchu, kiedy odsunął się lekko. Wyjąłem z kieszeni scyzoryk i zacząłem drążyć nim w ławce z nudów.
-Nie niszcz ławki... - wyjąkał niepewnie loczek.
-Dlaczego? Zabronisz mi?
-N...nie... Ale proszę, nie rób tego...
-A co będę z tego miał?
-Tomlinson! - wydarła się nauczycielka.
-Co by pani chciała?
-Powtórz co mówiłam albo chociaż jaki mamy temat...
-Kwasy nukleinowe DNA i RNA - szepnął mi loczek. Powtórzyłem to samo dyrze.
-Widzę postępy... Znasz przynajmniej temat...
***
   Wreszcie dzwonek! Wziąłem swoją torbę i ruszyłem do wyjścia z sali.
-Styles, Tomlinson zostańcie na chwilę.
-Tak? Wie pani trochę się śpieszę... - powiedziałem bez entuzjazmu.
-Na pewno znajdziesz chwilę, mój drogi. Po raz drugi jesteś zagrożony z biologii i pewnie nie tylko. Ciebie Harry chciałam poprosić, żebyś pomógł w miarę możliwości Louisowi.
-Oczywiście proszę pani.
-Mam nadzieję, że to nie problem?
-Nie skądże. - czy on się mnie boi? No oczywiście. Hmmm... to w sumie dobrze. Na razie. Wyszliśmy z sali.
-To widzimy się u mnie o osiemnastej. - wcisnąłem mu karteczkę z adresem i odszedłem.


1 komentarz: